Kiedy była we drzwiach, chory zawołał:
— Zostań w swoim pokoju, mam ważne sprawy omówić z Gordonem. Nie przeszkadzaj nam.
— Nie, nie!
— Czy pan dużo teraz pracuje? — spytał Gordon.
— Tak, pracuję bardzo dużo. I pracuję z szczególną bystrością i jasnością. No, pan przecież wie... Prawdopodobnie słyszał pan już o tym wyrocznym jasnowidzeniu... He, he... Jasność zawsze nastaje, kiedy się ma ku końcowi...
— Czy skończył już pan broszurę?
— Dam ją panu za dwa dni... Ale podaj mi pan herbatę... Tak. Dziękuję.
Wyciągnął flaszkę spod poduszki.
— Czy napije się pan koniaku?
— To pan teraz znowu pije? — zapytał Gordon ze zdumieniem...