Szaleństwo186! Oczywiście, znowu febra.
Potem myślał znowu o Gordonie. Przypomniał sobie nagle, że Gordon miał go oczekiwać w zaroślach za mostem. Więc musiał przebyć tę niebezpieczną drogę wzdłuż kanału. Mógłby go ktoś zobaczyć z mostu, kiedy się będzie skradał rowem...
Dziwna rzecz, że te myśli wcale go nie niepokoiły.
Dziwił się bardzo.
Cała sprawa wydawała mu się tak śmiesznie łatwą. Z bezgraniczną pogardą myślał o trwodze, jaką wówczas przechodził. W ogóle nie chciał dalej o tym myśleć. Inaczej musiałby się chyba wstydzić przed samym sobą.
Teraz pewnie niedługo usłyszy jęk dzwonów... Nie będzie już potrzebował dłużej czekać. Czuł to wyraźnie.
I nagle drgnął gwałtownie. Począł drżeć tak, że konew zakołysała się. Szczęknął zębami i uczuł mrożące zimno.
Już niedługo! Nim doliczy do tysiąca.
Zimny pot wystąpił mu na ciało. Zaczął liczyć.
Wtem — nagle — dzwony!...