Krzyczał i śmiał się. Zapomniał o niebezpieczeństwie życia190. Już zdało mu się, że zdusił ogień. Deptał go nogami, dusił w rękach, walczył z tą tysiącznogłową Hydrą — Hydrą — Hydrą! Ale nagle płomień buchnął na nowo. Najpierw tylko dym, potem w górze ognisty pasek — język płomienny... kaszlał, jakby chciał wszystko z siebie wyrzucić: nastąpił straszny krwotok.
Zachwiał się, upadł. Straszliwa jasność migotała mu sekundę przed oczami...
Potem tylko czarne koła — i tak miękko, tak wygodnie — tak... ach! tak...
VIII
Gordon stracił swój sztuczny spokój, jaki z natężeniem wszystkich sił cały dzień utrzymywał.
Siedział w wiklinie nad rowem i czekał na Stefana.
Czas wydawał mu się nieskończenie długi.
Co u diabła robili tak długo ci dwaj! Czyż to było tak trudno otworzyć głupią szafę za pomocą dokładnie podrobionych kluczy?
Przeszkoda? Nagła, nieprzewidziana?...
Wzdrygnął się.