A może Stefan mimo wszystko nie odważył się...

No, na to był przygotowany. Poczeka jeszcze kwadrans. Potem sam pójdzie i zrobi to.

Myślał o niezmiernych trudnościach.

Właściwie nie było to dobrze, że z taką ufnością zdał się na Stefana... Ale nie, to niemożliwe; Stefan z pewnością to zrobi.

Wtem ujrzał pierwsze płomienie wystrzelające z ratusza.

Patrzył na nie, jakby się ich nigdy nie był spodziewał. Zadziwił się nadzwyczajnie.

Potem widział dziki orkan szalejących płomieni; tracił prawie równowagę.

Ogarnęło go zwierzęce zadowolenie. Twarz jego wykrzywiła się. Miał niezmierną ochotę krzyczeć z radości, mógłby w dzikich podskokach tańczyć wkoło ratusza... Chęć wydania radosnego okrzyku była tak wielka, że musiał skupić wszystkie siły, aby się powstrzymać.

W tejże chwili przyszło mu na myśl, co Ostap mówił do niego: „Ty jeden między nami jesteś szaleńcem!”.

To przywróciło mu przytomność, ale z rosnącym zachwytem patrzał ciągle na płomienie, które olbrzymimi rakietami wystrzeliwały z każdego okna.