Przyszło mu na myśl, że przy tej sztucznej dziennej jasności może zostać spostrzeżony.

Cofnął się w głąb.

Tak upłynął może kwadrans.

Stefan powinien by już powrócić.

Czyżby191 go schwytano podczas ucieczki?

Niemożliwe! Wszyscy byli przy fabryce.

Nasłuchiwał w naprężeniu, ale słyszał tylko głuche wycie tłumu, które z każdą chwilą się zbliżało.

Aha! Teraz spostrzegło to bydło, że ratusz się pali.

Uśmiechnął się pogardliwie.

Słyszał wyraźnie krzyki ludzi biegnących przez ulice; ostrożnie podsunął się do samego mostu i rozglądał się badawczo na wszystkie strony.