Zerwała się.

— Mów przecież! Mów! Mów!

— Obawiałem się o ciebie, Polu.

Rozśmiała się201 szyderczo.

— Widzisz, widzisz... Obawiałeś się... O mnie się obawiasz, ale ją, ją kochasz. Tylko ją!

Odepchnęła go.

— O nią nie obawiałem się nigdy.

Usiadła znowu. Była wyczerpana.

— To tak trudno myśleć. Nie mogę zebrać myśli... Głowa mi tak cięży.

Drżała z zimna i tuliła się do niego.