Objął ją delikatnie. Teraz miał pewność, że Stefan zginął w jakiś sposób, ale nie był już o niego niespokojny. Zapomniał o nim, czuł przy sobie tylko biednego kanarka. Kanarek! Pierwszy raz ta myśl wydała mu się piękna.
Znowu upłynęło wiele czasu.
Pola gorączkowała. Zapadała chwilami w niespokojny sen, pytała o Stefana i zasypiała znowu.
Gordon spojrzał na zegarek.
Było trzy kwadranse na czwartą202.
Teraz był pewny, że Stefan nigdy nie wróci, nigdy...
Nie myślał dłużej o tym, Stefan musiał przecież, bądź co bądź umierać203.
Pola straciła całkiem przytomność. Mówiła błędnie, bez związku204, śmiała się, to znowu płakała i skarżyła się na ból.
Gordon stał bezradny.
Co miał począć? Nie mógł przecież zostawić Poli samej w tym stanie.