Położył ją na łóżku. Nie opierała mu się. Uśmiechnęła się tylko z wdzięcznością.

Nagle rozmyślił się.

Przecież to zupełnie zrozumiałe: zabierze ją do siebie.

Stefan nie żył.

Musiał tylko konie sprowadzić.

— Pola!

Otworzyła oczy.

— Zaraz wrócę.

— Co? Co? Nie chodź! Boję się!

Patrzyła błędnie dokoła.