— Stefan nie wrócił jeszcze?
— Och205, jak mi niedobrze! — jęknęła i upadła znowu na łóżko.
Po upływie pół godziny powrócił Gordon.
Wuj jego zachowywał się jak szalony, ale Gordon nie zwracał na to uwagi.
Na ulicach uspokoiło się stosunkowo. Lud rozchodził się gromadnie do domów.
Gordon spojrzał na fabrykę, na ratusz, na zgliszcza kilkunastu kamienic, na willę Kortumów.
Ta odrobina ognia! myślał z pogardą... Ta odrobina ognia! Splunął.
Ogarnęła go bezgraniczna apatia. Umysł jego pracował całkiem mechanicznie. Nie wiedział, dlaczego to zrobił. No, widocznie zrobił dlatego, bo mu się na razie tak podobało.
Pola leżała w silnej gorączce.
— Pojedziesz teraz ze mną. Napisałem Stefanowi, żeby zaraz przybył za nami.