Mówił prawie z rozpaczą206, bo był przygotowany, że nie będzie się chciała zgodzić.
— Tak. Co? Jak?...
— Do mnie!
— Tak, tak, do ciebie... Jestem tak chora — tak chora...
Owinął ją w kołdry i na dół207. Mieszkanie zostawił otwarte. Teraz było to przecież obojętne.
Ułożył ją ostrożnie w sankach.
W drodze się jej polepszyło. Orzeźwiło ją zimne powietrze.
— A Stefan? — spytała lękliwie.
— Przybędzie za nami.
Skoro będzie u mnie, myślał Gordon, będzie mi łatwiej wszystko jej powiedzieć... Czemu łatwiej? Nie zdawał sobie z tego sprawy208...