Kiedy zatrzymał się przed domem i wyniósł ją z sanek, zaczęła się opierać. Wyśliznęła mu się z rąk i odrzuciła kołdry.

— Nie chcę iść do ciebie! Nie chcę — krzyczała. — Chcę pójść do domu. Do Stefana...

Gordon wpadł we wściekłość.

— Bądź rozsądna! — zgrzytnął zębami i przemocą wziął ją na ręce.

Przestraszyła się i zapłakała cicho.

— Och, och, ciśniesz mnie209... członki mnie tak bolą.. Pójdę już sama.

Chwiała się, ale wsparł ją i otworzył drzwi do pracowni.

— Cóż to? — krzyknęła Pola nieludzkim210 głosem i padła omdlała na ziemię.

Gordon osłupiał z przerażenia.

W środku pokoju na haku od lampy wisiał Ostap.