Rozdział czwarty. Zaranie211
I
— Czy ratusz zupełnie spłonął? — spytał Gordon, nie patrząc na Botkę.
— Kiedy odchodziłem, leżały tylko gruzy murów212... Willa Kortumów pali się jeszcze jasnym płomieniem.
— I wszyscy są przekonani, że to Sobek zrobił?
— O nie! i to właśnie źle. Zdaje się, że Okonek ściągnął na siebie bodaj213 podejrzenie...
— To rzeczywiście źle! — dorzucił Gordon, nie zwracając jednak dalej uwagi.
— Hartmann ma pieniądze? — zapytał znowu.
— Wszak wiesz już o tym.
— Czy mówiłeś z Ostapem, nim się powiesił?