— Wpół do siódmej... Nikt nas chyba nie zobaczy?

— Nie, nie...

— No, więc szybko! Bierz go za głowę!

Botko chwycił Ostapa za nogi.

Gordon wpatrywał się przez chwilę w Botkę, jakby nieprzytomny.

— Nie, ty... nie! Weź go za głowę. Nie mogę patrzeć na tę twarz.

— Wszystko mi jedno! Ale do diabła, ty nie drżysz chyba?

— Nie, nie!

Gordon zebrał wszystkie siły. Wstydził się swej słabości. Otworzył drzwi prowadzące na podwórze i brutalnie chwycił trupa za barki. Botko ujął go w milczeniu za nogi.

Szli ostrożnie przez podwórze, ale nagle potknął się Botko i upuścił nogi Ostapa.