Gordon rozśmiał się szyderczo214.

— Idź, otwórz stodołę. Ja sam dam sobie radę...

Wziął Ostapa na ręce, ale ciągle potrącał głową trupa o szereg wozów stojących przed stodołą; uniósł się wściekłością, położył go na ziemi, chwycił pod ramiona i wlókł po ziemi. Wydawało mu się, że trup waży tysiące cetnarów215. Z nadzwyczajnym trudem stanął przed bramą stodoły.

— Jesteś tu? — szepnął. — Pomóż mi przecież.

Obaj wnieśli Ostapa do stodoły i pokryli snopkami słomy.

— Będzie mu tu ciepło — szydził Gordon, chichocząc.

Kiedy wrócili do pokoju, Gordon, znużony, rzucił się na sofę. Botko chodził po pokoju wielkimi krokami. Nagle zatrzymał się.

— Teraz ostatni czas, abym zniknął. Skoro wieczór zapadnie, ruszę w drogę.

— Nie chcesz zobaczyć, co się dzisiaj stanie? — spytał obojętnie Gordon.

— Nie! Wiem wszystko naprzód... Ale słuchaj! Nim pójdę... Czy wiesz, że łatwo możesz na siebie ściągnąć podejrzenie?