— Przecież tylko Okonek żyje jeszcze — rzekł Gordon.

Zamilkli nagle. Obaj zaniepokoili się.

— Ciekawy jestem, co Okonek jutro zrobi — rzekł Gordon, powstając.

Botko nie odpowiedział. Milczeli długo.

— On zna właściwie za dobrze twoje sprawy — rzekł w końcu Botko... — Jeszcze wczoraj mówiłem z nim. Jest niezwykle przebiegły... Zdawało216 mi się, że myśli wyzyskać położenie.

Gordon słuchał niechętnie, ale Botko nie zrażał się tym.

— Chłopu nie można wierzyć. Łatwo się może zdarzyć, że się sam zdradzi... Wiesz przecież: ta przeklęta potrzeba wygadania się u takich ludzi... A dzisiaj ma przecież przemawiać. Bez wątpienia zaaresztują go...

Milczenie.

— Przed dwoma laty zapijał się — rzekł Botko po chwili. — Miał nawet napady delirium. Nieprawda?

— Tak.