— Gdzież leży?

Gordon otworzył drzwi do swojej sypialni i wrócił do pracowni. Był tak znużony, że ledwie trzymał się na nogach.

— Dobrze się stało — mruknął. — W przeciwnym razie wstrząśnienia, spowodowane historią z kanarkiem, nie przeszłyby bez śladu.

I znowu czuł tę samą obojętność, co wczoraj, względem siebie i wszystkich.

Za nim, w głębi, ogień pożerał miasto.

Gdyby go ktoś zapytał: czy ty to zrobiłeś, odpowiedziałby bez wahania: tak.

Tak, tak, tysiąckrotnie tak.

Wyobrażał sobie to wspanialej, potężniej.

Prawie brzydził się wszystkim.

Spodziewał się, że nasyci swoją nienawiść, a doznawał tylko obrzydzenia.