— Co pan myślisz o tym strasznym pożarze?

— Ta odrobina ognia! — Gordon powiedział to zupełnie bezwiednie.

Mizerski przyglądał mu się uważnie.

— Zdaje mi się, że i pan nie jesteś zupełnie zdrowy. Masz pan gorączkę...

Gordonowi było nieprzyjemnie, że stary tak uważnie się mu przyglądał.

— Widzisz pan już we mnie swojego przyszłego pacjenta. No, jeszcze nie tak prędko... — próbował się uśmiechnąć, ale był tak znużony, że ruch twarzy go męczył.

— Spodziewam się... — Mizerski wdział futro. — Hela tu zostanie. Sądzę, że nie będziesz pan miał nic przeciwko temu.

— Owszem, przeciwnie... Jestem uszczęśliwiony... Odwiozę pana teraz. Muszę odszukać biednego Wrońskiego.

Szukał kapelusza.

— Czy umrze? — spytał nagle.