Gordon przypomniał sobie nagle, że wczoraj nie zamknął mieszkania Stefana. Świetnie... Mógł tam przespać spokojnie kilka godzin.

Uśmiechnął się zadowolony.

Szedł i myślał po drodze z pewną radością220, ile poszlak gromadziło się przeciwko niemu. Właściwie powinni byli przecież wiedzieć, że Pola bynajmniej nie przybiegła do niego w gorączce, jak to opowiedział Mizerskiemu, lecz że odwiózł ją i musiał mieć wobec tego wiadomości o zagadkowym zniknięciu Stefana. Powinni by także wiedzieć, że Ostap powiesił się w jego mieszkaniu i że toż samo mieszkanie służyło jako kryjówka zagadkowemu człowiekowi, człowiekowi, o którym Kasia z pewnością mogłaby dużo opowiedzieć...

No tak: to wszystko jednakże nie były dowody sądowe.

Łamał sobie tylko głowę nad pytaniem, jak prokurator wytłumaczył by sobie zniknięcie dwóch ludzi...

Trzech, trzech ludzi! Czyż rzeczywiście musiał to zrobić? Nogi mu zadygotały, zachwiał się.

Tak, to się musiało stać. Wiedział to już dawno.

Zacisnął zęby.

Ale któż podpalił willę Kortumów? Prawdopodobnie kuzyn Wrońskiego... Wspaniała rzecz, że to się przynajmniej stało...

Pokój Wrońskiego był pełny dymu. Knot lampy zetlił się zupełnie.