Usiadł na ziemi. Napad minął.

III

Okonek stał i czekał.

Zachmurzyło się i znowu deszcz padał. Wilgotny chłód mroził jego członki. Przemókł zupełnie i szczękał zębami jak w febrze.

W głowie szumiało mu. Nie wyobrażał sobie nigdy sprawy w ten sposób. Wypadki kilku ostatnich godzin wirowały mu przed oczyma.

Widział, jak tłum rzucił się na sklepy; jak grabił i rabował. Widział krwawe, poszarpane ciało kupca, który strzelił do tłumu; widział wojsko wchodzące do miasta, widział tłum rozpędzany szablami.

I za to wszystko miał on odpowiadać.

Osłabł z trwogi.

Ale cóż tak złego powiedział? Chciał przecież prosić burmistrza o pracę. Wszak prosił pokornie, z należnym uszanowaniem.

Ale potem przypomniał sobie wszystko, co mówił, jak podburzał robotników, jak wzywał, by sami wymierzyli sobie sprawiedliwość...