— Czyż nie wiedziałeś, co czynisz?
— Nie wiedziałem. Byłem oszołomiony. Powiedzieliście mi, że chodzi tu o niewinną agitację na korzyść robotników, a tymczasem rabowano i mordowano... Teraz musisz mi pan pomóc. Mówię to tylko w pańskim interesie.
— Jak to w moim?
— Pan kierowałeś przecież wszystkim, a ja byłem tylko głupim narzędziem...
Gordon milczał.
— Więc cóż myślisz teraz robić? — spytał nagle.
— Nieznajomy powiedział mi, że dasz mi pan pieniądze i paszport.
— Więc chodź.
— Dokąd? — Okonek zdradzał dziwne niedowierzanie.
— Czy sądzisz, że się to da zrobić tak szybko? Ukryję cię przez kilka dni w moim domu, dopóki wszystkiego nie załatwię.