— Gdzie my idziemy? — spytał nagle Okonek i rozejrzał się błędnie.
W tej samej chwili zepchnął go Gordon całą siłą ze stromego brzegu.
Okonek wydał zwierzęcy krzyk i zanurzył się.
Gordon, zrzucając Okonka, poślizgnął się i upadł w tył.
Nim jednak zdołał się podnieść z oślizłej ziemi, Okonek wynurzył się i, walcząc ze śmiercią, uczepił się jego nogi. Gordon czuł, jak go szarpie z rozpaczliwą siłą, czuł, jak przemokły torf usuwa mu się spod nóg, ale w tej samej chwili wyrwał nogę i z nieludzką siłą kopnął Okonka w głowę.
Straszny krzyk!
Gordon podniósł się i z błyskawiczną szybkością obiegł wkoło dołu238. Po drugiej stronie stały wysokie kupy torfu, staczał je do wody z dzikim pośpiechem.
Miał siły olbrzyma. W kilku minutach239 zasypał zupełnie dół w miejscu, gdzie wrzucił Okonka.
Wtedy oprzytomniał. Czuł wstręt.
— Nie! Do diabła! Nie upadł jeszcze tak nisko, żeby być grabarzem chłopów.