Czekał, czy Okonek nie wynurzy się jeszcze.

Nie!

Chciał już odejść, ale nagle zdało mu się, że to wszystko trwało tylko kilka sekund. Okonek mógł żyć jeszcze.

Czekał znowu, doliczył do tysiąca, aby zyskać miarę czasu, chciał potem odejść, ale dziwna trwoga ciągle jeszcze zatrzymywała go nad dołem.

Wreszcie wmówił w siebie, że Okonek już dawno utonął, i odszedł.

Powoli uspokajał się.

To było konieczne! Musiało się stać!

Cóż warte życie jednego chłopa? Rolę, jaką mu przeznaczył, odegrał. Był tylko narzędziem, a wytrych najłatwiej zdradza złodzieja.

Splunął.

Tylko tego krzyku, tego strasznego krzyku nie mógł zapomnieć. Brzmiał mu ciągle w uszach.