Gordon milczał i uśmiechał się.
Wroński wpatrzył się weń nieruchomo.
— Słuchaj pan, panie Gordonie, słyszałem o pewnej sekcie, która czci Szatana...
Gordon milczał w zamyśleniu.
— Nie, nie jestem palladystą14 — rzekł w końcu. — Znam zresztą bardzo dobrze tę sektę. Jest tam dużo głupich ludzi, jak wszędzie.
— Ale i wielcy są? Wielcy! Jak pan?
— Może... Ja zresztą nie jestem wielkim człowiekiem... Pan mnie uważa za wielkiego, bo pan jeszcze młody i za mało zna pan ludzi...
— Czy to prawda, że sekta ta czci nierząd przeciw naturze jako rodzaj sakramentu?
— To możebne15.
— Ależ powiedział pan dopiero co, że pan dobrze zna tę sektę.