— Nie, nie mogę! — Ostap zerwał się i gorączkowo zaczął chodzić po pokoju. — Nie mogę gubić siebie i ojca.
— Ależ o tym nikt się nie dowie. — Gordon zaczął się niecierpliwić. — Nikt się nie dowie, że w ogóle miałeś klucze w ręce, i nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że ojciec wskazał ci, w jaki sposób otwiera się szafę... Tak głupim nie jestem2, a ty zanadto mi jesteś potrzebny, abym chciał gubić cię dla takiej błahostki... Szafę potem się rozbije...
— Boże, jakiś ty przebiegły! — Ostap stanął przed nim szyderczo, ale w tej samej chwili począł znowu chodzić zamyślony po pokoju.
— Zresztą nikomu przez myśl nie przejdzie, żeby szukać szafy.
— Co? co? — Ostap stanął zdumiony. — A co z nią zrobisz?
— To już moja rzecz; wiesz, że umiem sobie radzić z takimi drobnostkami.
Gordon wstał niecierpliwie, ale wkrótce znowu usiadł.
Ostap zaśmiał się złośliwie.
— A jeżeli mimo wszystko tego nie zrobię?
Zmierzyli się nienawistnym okiem.