Był wściekły.

— Myślałem, że tym nieba panu przychylę!

— Czy opowiadałem panu o Botce? — zapytał Gordon nagle i powstał. — Jeżeli przyjdzie do pana człowiek, który dotknie się palcem twojej piersi17, to wiedz, że to Botko.

— Plwam na pańskiego Botkę! Nie chcę go widzieć! Tylko z panem chcę plan wykonać, tylko z panem!

— Ja mam coś ważniejszego do roboty. Czy pan rozumie, panie Wroński? Proszę pana, po raz pierwszy o coś pana proszę. Tym razem będzie pan pracował wspólnie z Botką.

Wroński jakby nagle o wszystkim zapomniał.

— Tylko to jedno... — powiedział to szeptem prawie dosłyszalnym — tylko to... nie jest dla mnie obojętnym18... Nie odchodź pan... Mam panu coś ważnego powiedzieć.

Gordon spojrzał na zegarek.

— Wpół do jedenastej, mogę jeszcze zostać pół godziny.

— Zostań pan, zostań pan... pan jest moim dobroczyńcą: ja... i siostra moja zawdzięczamy panu wszystko, bez pana zginęlibyśmy z głodu. Ja i moja siostra...