— Nigdy tego nikomu nie mówiłem... Zresztą, czy kuzyn pana zechce rozdać i porozlepiać proklamacje?
— Tak.
Gordon zapukał do bocznych drzwi.
Pola weszła.
— Muszę już iść, pani.
— Ależ płaszcz pana jeszcze mokry.
— Och, to nic nie szkodzi.
Wyszła.
— Pola pana kocha — szeptał Wroński — zdaje mi się, że przez pół dnia stała przed drzwiami i czekała na pana. Nie gub pan tego dziecka!
Gordon spojrzał na niego, ale nic nie odpowiedział.