Pola wróciła z płaszczem.

— Teraz poświeć mi pani.

Kiedy z nią schodził, chwyciła go gwałtownie pod ramię i silnie się doń przytuliła.

— Ty moje bożyszcze, ty!

Uśmiechnął się i pocałował ją w czoło.

Na dole przed bramą stanęli.

— Czy często teraz bywasz u panny Mizerskiej? — spytał Gordon.

— Ona taka dla mnie dobra.

— Hm...

Chciał coś powiedzieć, namyślił się jednak, uścisnął ją i poszedł.