III

Na ulicy Gordon stanął zamyślony. Deszcz padał ciągle, ale on nie zważał na to.

Nagle zerwał się, przeszedł kilka ulic i zatrzymał się na rynku.

Tu stanął w bramie jakiegoś domu i długo i nieporadnie spoglądał na dom po drugiej stronie.

Może by przecież pójść na górę? Starego Mizerskiego nie ma w domu. Służba oczywiście śpi...

Grzebał w myślach, ale coś go pchało naprzód; zdawało mu się, że nie może tej sprawy odłożyć. Musiał oderwać od niej Ostapa, inaczej Ostap mógłby jeszcze stać się prawym obywatelem.

Zaśmiał się pogardliwie i prawie lękliwie szedł wzdłuż domów.

Ona nie śpi, w oknach jej jeszcze jasno, wszak można spróbować, pomyślał.

Przed domem stanął, potem wstąpił do sieni i znowu długo stał zamyślony.

W końcu wszedł cicho i ostrożnie po schodach.