— Czy jeszcze tak cierpisz jak dawniej? — spytała z uśmiechem.
— Nie, teraz cierpię tylko czasem. Ale wtedy tylko estetycznie.
— Estetycznie?
— Tak. Najwyższym pięknem u dziewicy jest chwila narodzin kobiety. Ja pragnąłem dopełnić w tobie tego najwyższego piękna. Mężczyzna rozwija się, rozwija się zawsze. Kobieta rozwija się tylko póki jest dziewczęciem. Jako kobieta jest zastojem. Jest to jedyny wypadek w całej przyrodzie, w którym doprowadza się rozwój do spoczynku, jedyny wypadek, w którym wieczność stawania się dochodzi do końca, a to dla mnie jest najwyższym pięknem.
— Wszakże masz tysiące dziewcząt wszędzie. W nich możesz wstrzymać rozwój, w nich możesz dopełnić najwyższego piękna, którego zresztą każdy parobek dopełnić potrafi.
— Piękno istnieje tylko dla tego, kto je sobie uświadomił. Parobek nigdy go sobie nie uświadomi... Zresztą mylisz się: co u jednej kobiety jest pięknem, to u każdej innej staje się ohydą.
— A tą jedną kobietą dla ciebie byłam ja?
— Tak, ty.
Milczeli bardzo długo.
— Teraz możesz odejść — rzekła wreszcie cicho i tajemniczo. — Teraz rozdarłeś mi serce na całe miesiące. Idź już teraz, idź — jestem tak strasznie znużona... — Spojrzała nań błagalnie i zamilkła.