— Czy zawsze jesteś tak smutny? — spytała nagle i przysunęła się do niego.

Przesłyszał21 pytanie.

— Nie przyszedłem na to, żeby cię dręczyć — rzekł wreszcie — nie! Przyszedłem, żeby swoją męczarnię odnowić. Trzeba mi teraz dużo męki, ażeby dokonać tego, czego chcę dokonać.

— Co ty zamierzasz? — Zerwała się pełna lęku.

Spojrzał na nią z uśmiechem.

— Dziwne, że wasz kobiecy mózg taki ciasny. Oczywiście pierwszą twoją myślą było samobójstwo; nieprawdaż? — O nie. Samobójstwo popełniają starcy, dzieci i ciężarne kobiety... Ty nigdy nie miałaś dziecka? — spytał zamyślony. — Niegdyś chciałem dziecka od ciebie... Wtedy było już za późno... Ale, prawda, co też miałem powiedzieć... — powstał. — Tak... oszczędź Ostapa. Dusza twoja jest taka chciwa i mściwa. Ty chcesz go zniszczyć. Może nieświadomie. Ale drażni cię to, wszak to ci wystarcza. I ja mu powiedziałem, że go nie kochasz. Zdaje mi się, że sama powinnaś mu to otwarcie powiedzieć. Tak będzie lepiej. Czy nie widzisz, jak go dręczysz?

Ona jakby nie słyszała. Spojrzał na nią uważnie.

— Czyś mnie słyszała?

— Nie!

— Czy mam ci powtórzyć? — powstał niemal groźnie.