Wpił się oczyma w jej oczy, a dziki, szpetny uśmiech wykrzywił jego twarz.
— Mogę zapomnieć... — chwycił ją za ręce i ściskał je jak obłąkany. — Mogę zapomnieć, że wśród grozy i lęku przed tą największą ze wszystkich zagadek leżałaś owej nocy w jego objęciach i że go kochałaś, bo posiadł potęgę, i że go nienawidziłaś, bo...
Podskoczyła i uderzyła go pięścią w twarz.
Patrzał na nią bezprzytomnie. Twarz mu drgała.
Ona cofnęła się przerażona.
Gordon uspokoił się nagle, tylko głos mu jeszcze drżał. Mówił jeszcze ciszej i smutniej. Szeptał prawie do siebie samego.
— ...ale nigdy nie zdołam zapomnieć, że mogłaś po mnie stać się kochanką innego. Bo wtedy odrazę czuć będę ku tobie i wstręt, i wstyd, a przecież nigdy nie czułem wstydu, nawet teraz, kiedyś mnie w twarz uderzyła. Właśnie teraz nie czułem wstrętu, bo czuję, że ty nie zdołasz stać się kochanką innego... Kochanką! Bo kobietą można stać się tylko raz.
Nastało długie milczenie. Gordon spojrzał niespokojnie na zegarek. Twarz jego była prawie obojętna. Na stole leżał nóż do rozcinania papieru, wziął go i w roztargnieniu począł się nim bawić, spojrzał potem nagle na nią, bawił się znowu i rzekł wreszcie z lodowatym spokojem.
— A teraz posłuchaj, powiem ci jeszcze coś nadzwyczaj ważnego. Właściwie po to tylko tu przyszedłem. Idzie mi o Polę Wrońską.
Zatrzymał się, spojrzał na nią i bawił się mechanicznie nożem.