— Tak, istotnie. Zresztą i tak muszę już iść. Ale słowo jeszcze. Jeżeli istotnie chcesz przywiązać do siebie Ostapa, to wiedz, że ilekroć spojrzy na ciebie...

Urwał nagle.

Ona pokryła się trupią bladością. Wzrok jej błądził gdzieś bez celu.

Gordon wyciągnął ku niej rękę.

Hela jakby tego nie spostrzegła.

— Nie chcesz podać mi ręki. Szkoda. Ja nie czuję ku tobie nienawiści. My właściwie tak jesteśmy sobie pokrewni...

U drzwi stanął.

— Dziwne, że nie pomyślałaś o tym, że mógłbym cię skompromitować swoją wizytą. A może myślisz, że nikt mnie nie zobaczy w taką słotę?

Wyszedł do przedpokoju.

— Ja zresztą pomyślałem o tym, że mógłbym cię skompromitować. Ale wiedziałem, że ojciec twój wyjechał...