Zdziwił się nagle, że mógł mówić o rzeczach tak obojętnych. Włożył płaszcz i spojrzał jej w twarz.
— Nie widziałem cię nigdy tak bladą... Nigdy do ciebie już nie przyjdę... Nigdy już z tobą mówić nie będę. To ostatni raz. Bądź zdrowa i pamiętaj o tym, co ci powiedziałem.
Otworzył drzwi i zeszedł. Nagle ujrzał ją we drzwiach.
— Chcesz mi pewnie pokazać, że nie boisz się kompromitacji — rzekł cicho.
— Pamiętaj wziąć zimne okłady na twarz — szepnęła złośliwie i zatrzasnęła gwałtownie drzwi.
IV
Gordon był jakby zdruzgotany. Oparł się o mur i silniej owinął się płaszczem. Zdało mu się, że nie może ruszyć się z miejsca. Trząsł się od zimna.
Wyszedłszy z miasta, podążył przez pole, na którym ujrzał światło elektryczne migotające24 z olbrzymich zakładów fabrycznych.
Z boku stał mały, jednopiętrowy domek; Gordon przystąpił do okna i zapukał lekko kilka razy. Potem wszedł do sieni; otworzono jakieś drzwi i wszedł.
— Dobry wieczór, Hartmann. Wszak prócz pana nikt nie mieszka w tym domu? — zapytał Gordon cicho.