— Z trudem go odnalazłem. Dotychczas nikt jeszcze nie mieszka.
— A więc otrzymał pan ostatecznie posadę inżyniera?
— Tak.
— To dobrze.
Gordon zrzucił płaszcz i drżał od zimna jakby w febrze.
— Dobre czasy dla nas. Nie mógłbym składać wizyt przy innej pogodzie. Wszak ma pan herbatę?
— Tak, oczywiście.
Hartmann nalał mu gorącej herbaty.
— Kupiłem także koniaku dla pana — rzekł, uśmiechając się z zakłopotaniem.
— A pan nie pije? — Gordon spojrzał na niego ze szczególną uwagą.