— Tak, znużony! A w takich stanach znużenia ogarnia nas trwoga przed każdym czynem. Dotychczas nie lękałem się, ale teraz jestem znużony. Szuka się w takich chwilach wymówek, żeby tylko wykręcić się od działania. Ja przecież wiem, że tyś tę całą sprawę obmyślił... A prawda, kasa łączy się z budzikiem8...

— W takim razie musisz przeciąć druty.

— Ja?

— Tak, ty!

— Niech i tak będzie... Ale, cóżem to miał powiedzieć? Aha, widzisz, jestem znużony. Zadałem sobie pytanie, po co my to wszystko robimy. Po co?

Spojrzał na Gordona i chory uśmiech przewijał mu się przez usta.

— Po co? Czy czekasz na odpowiedź?

— Odpowiedź? Hm, nie — właściwie nie. — Przecież główne warunki czynu muszą istnieć, wszak prawda? Nienawiść lub miłość. Tak, nienawiść lub miłość... ale do kogo?

— Powiedzmy do siebie samego.

— A jeżeli ktoś swoje ja utracił?