— Ty chwytasz się mojej istoty — rzekła po długiej pauzie. — Ciebie dręczy tak wielka trwoga. Chciałbyś zgłuszyć ją w miłości. Chciałam wziąć cię za rękę i stopić swój wstręt w twojej trwodze. Ale braknie mi sił...
Umilkła znowu, oczy jej zapełniły się łzami.
Ostap chciał coś powiedzieć, ale wykrztusił tylko ochrypły jakiś dźwięk.
Spojrzała nań pytająco.
Oczy jego roztwierały28 się pełne chorego lęku.
— Nie opuszczaj mnie! nie opuszczaj mnie... Bez ciebie zginę. Odkąd cię tu spotkałem... odkąd cię kocham, jestem inny, lepszy... Miłość twoja wzmocniła mnie... Już nie mam tych strasznych snów...
Porwał ją za ręce.
— Ty napoiłaś mnie nadzieją... a ja uchwyciłem jej się rozpaczliwie... Kocham cię. O wszystkim zapomnę. Stanę się siłą i potęgą, której ci trzeba, której pragniesz...
Płakał jak dziecko.
Hela niecierpliwiła się.