— Ty nie możesz być silnym29! Nie okłamuj się! Nie utrudniaj sobie tej bolesnej rozłąki. Teraz zapomniałeś już o tym, o czym jeszcze przed pięciu minutami30 myślałeś... Czyż nie zdałeś sobie sprawy z tego, że byłam kochanką Gordona i jeszcze dawniej kochanką śmiesznego studenta? Tutaj, tak, w tym mieście! Chodź ze mną, a pokażę ci dom, w którym przeżyłam długie, długie godziny miłości.
Zaśmiała się szyderczo.
— Czyż nie możesz sobie wyobrazić, czy nie możesz odczuć całego wstrętnego brudu, którym się kalasz, kochając kobietę, której ciało oplecione było już rękami innego? Ha, ha, ha... Tylko namiętnością rozpalony, lubieżny chłopczyna nie odczułby grozy i bólu w takich razach... Idź! Nigdy już nie chcę oglądać cię! Nie kocham cię!
Ostap jakby stracił równowagę. Porwał ją znowu za ręce i ściskał je gwałtownie.
— Pozwól przynajmniej, abym cię widział, królowo. He, he... Tyś moja królowa! Czuję się tak silnym przy tobie. Czy przyprowadzić ci go, czy rozumiesz, jego, króla? Czy sprowadzić ci tu Gordona? Tylko mnie nie odpędzaj! Ja w tej chwili go tu sprowadzę...
Śmiał się jak obłąkany.
— Znam czarowne słowo! Natychmiast przyjdzie! Jego miłość dla potęgi większa jest niż jego miłość ku tobie...
Tupnęła nogą.
— Nie chcę go! Nienawidzę go!
— Bo go kochasz, królowo. Ja go także kocham... Będziemy go kochać oboje. Oboje będziemy szczęśliwi w jego potędze i drobni, ha, ha, ha... i nie będziemy lękać się... Ha, ha, ha... ja tak ogromnie się lękam...