Hela powstała.
— Idź! Wszystko już skończone! To moja ostatnia wola! Nie chcę was widzieć, ani ciebie, ani jego. Chcę być sama. Gordon jest kłamcą. On nikogo nie kocha. On tylko stara się wmówić w siebie, że kocha, ale on nie kocha.
— Tak on kocha, ciebie kocha, ciebie, bo ty... bo ty...
Powstał i zatoczył się.
— Słuchaj, Helu... Pozwól mi przynajmniej... Tak, o to jedno cię proszę... Pozwól mi czasem przyjść i widzieć cię...
— Nie! Nie chcę! Kalacie mnie każdym uściskiem dłoni, kalacie mnie oczyma swoimi, dźwiękiem głosu... Wszyscy chwytacie się mnie z tą myślą, że łatwo mnie posiąść, bo mnie już posiadł ten i ów. Brzydzę się wami! Idź już! Idź!
On uśmiechnął się jak obłąkany.
Hela porwała się trwożnie. Obezwładniał ją dziki wyraz najrozpaczliwszej trwogi, który skrzywiał mu twarz.
— Czego się lękasz? — szepnęła cicho i cofnęła się mimo woli.
On podszedł ku niej.