Po chwili zaczął schodzić ze schodów, ale siły go opuściły.
Usiadł na stopniach, wszystko zaczęło dookoła niego krążyć, jakieś wielkie niebo stało w płomieniach, żółte błyskawice wpadały w słońce...
Zemdlał.
VI
Kiedy się zbudził, spostrzegł Gordona siedzącego przy stole. Był zajęty samowarem.
Ostap natychmiast przymknął oczy, ale wnet usiadł na łóżku.
— Czy mnie znaleziono u niej?
Gordon spojrzał nań uważnie.
— Wszak mówiłem, że to nic nie znaczy. Wszyscy byli tak zatrwożeni o ciebie. Jeżeli się nie mylę, to częściej już miewałeś takie napady.
Ostap spojrzał nieufnie na Gordona. Zazwyczaj nie był skorym do rozmowy.