— Pamiętasz, wtedy na tej knajpie maturycznej także nagle runąłeś na ziemię. Po dwóch dniach wyzdrowiałeś zupełnie. Wszak ci już dobrze? Co? To coś w rodzaju febry nerwowej, nieprawdaż?
— Czy mnie znaleziono u niej? — spytał Ostap niemal groźnie.
— Tak, oczywiście. Nastało wielkie wzburzenie. Byłem właśnie w mieście i zaraz tu przyszedłem... Długo zresztą majaczyłeś...
— Majaczyłem?
W oczach Ostapa zadrgała trwoga.
— Tak. Mówiłeś bez związku, jak zwykle w febrze.
— O czym? o czym? — trwoga jego wzrastała niezmiernie.
— Oczywiście o utraconej miłości i o tym podobnych uczuciach.
Ostap odwrócił się do ściany, ale nie mógł znaleźć spokoju.
— Ty pewnie bałeś się, że zdradzę w febrze twoje bajeczne plany? — pytał ironicznie.