— Co masz na myśli? Co? co?
Gordon nie od razu odpowiedział.
— Dziwne — rzekł w końcu — bardzo dziwne, że wszyscy ludzie w najwyższym wzburzeniu są do siebie podobni. Wyglądasz teraz zupełnie tak, jak ten mały Stefan, który umiera na suchoty.
— Czy istotnie chcesz mnie zmusić? — szepnął Ostap.
— Nie chcę cię zmuszać.
— Chcesz mnie zmusić!
— Nie! tylko ty musisz chcieć.
Długie milczenie.
Kiedy Ostap znowu potem zaczął mówić, zdawał się zupełnie spokojnym. Mówił też płynnie, jakby długo zastanowił się nad tym, co miał powiedzieć.
— Czy myślisz — szepnął — czy myślisz, że ja dam się omamić? Czy myślisz, że zmusisz mnie pogróżką skrytobójstwa? Czy ty istotnie tak myślisz? He, he... Teraz, kiedy wszystko, wszystko mi zniszczyłeś...