Urwał i spojrzał na Gordona z wyrazem najgłębszej nienawiści.

— A więc przecież to zrobiłeś! — wykrztusił z trudem.

— Tak! — Gordon zdawał się zupełnie obojętnym. — Nie mogłem ścierpieć, żeby głupia kobieta wodziła za nos takiego jak ty człowieka... Hela zresztą prawdopodobnie nie jest głupia, ale histeryczka... Nabierz przecież trochę rozumu... Co za śmieszne wzburzenie! Nigdy nie widziałem cię jeszcze w innym stanie... Zresztą muszę już iść. Zastanów się więc dobrze, za tydzień musimy rozpocząć.

— Idź do diabła!

Nagle opadło go straszne rozdrażnienie.

— Och, jak ja cię nienawidzę! Nie możesz wyobrazić sobie, jak ja tobą gardzę! Każdy mój muskuł, każdy włos na głowie gardzi tobą i nienawidzi cię! Mnie zgubiłeś i ją, tak, ją zniszczyłeś. Ją! Ją! Nie wierzę, żebyś ty miał przez nią cierpieć. To kłamstwo. Chciałeś ją tylko zniszczyć. Podrażniłeś ją udaną męczarnią, której nie odczuwałeś, przykułeś ją do siebie i zniszczyłeś każdy jej nerw. Teraz wreszcie poznałem cię. Wszczepiłeś jej w krew ten jad, który ją teraz rozsadza. Twoje to dzieło, że dusza jej teraz zepsuje się i zgnije... Teraz możesz ją spokojnie porzucić — osiągnąłeś swój cel.

Milczał przez chwilę.

— Ja już skończyłem z życiem. Zrobię wszystko, gdybym nawet miał przy tym zginąć. Ale — nie chcę umrzeć w więzieniu, w domu poprawczym.

— Więzieniu? Dlaczego miałbyś umrzeć w więzieniu?

— Nie drwij ze mnie! Czy nie masz...