Ostap zastanowił się nagle.
— No tak — uśmiechnął się — czy nie ocieraliśmy się już często o więzienie? Ty i ja? Hę?
Gordon uśmiechnął się tajemniczo.
— Dlaczego się śmiejesz?
— Ty nie dlatego boisz się więzienia. Nie tego się boisz, co razem zawiniliśmy.
Przez chwilę zdawało się, że Ostap chce się rzucić na Gordona. Ale jakby pod nagłym uderzeniem mózg jego stracił napięcie i Ostap położył się znowu.
Gordon nalał sobie herbaty.
— To fatalne — rzekł bardzo smutnie. — Nie wiedzieć nigdy, gdzie cię ugodzić.
— Nie drwij — rzekł Ostap znużonym głosem — wszak ty wiesz dobrze, że wszystko zrobię.
— To samo mówiłeś przed kilku dniami31.