— Teraz możesz być pewnym. Wydarłeś mi wszystko, wydarłeś mi Helę. Zresztą idź już. Nie chcę już patrzeć na ciebie.
Gordon smutnie nań spojrzał.
— Bardzo mnie to boli, że mnie tak mało znasz. Zdumiony jestem, że żaden z was mnie nie zna. Wy pewnie za dużo się domyślacie we mnie. Inaczej nie mogę wyjaśnić sobie waszej nieufności. Albo jestem dla was królem i władcą, albo też ostatnim łotrem.
Ostap poruszył ręką.
— Idź już, idź! Zrobię wszystko, co mogę. Wszak wiesz od dawna, że można się zdać na mnie. Poślij mi tylko kogoś, z kim mam to zrobić... Ale nie chcę, żebyś mnie zawiódł do więzienia...
Gordon patrzył nań długo.
— Zresztą nie wierzę wcale w twoje idee. To wszystko doktrynerstwo...
Splunął.
— Tak, tak, wszak ty jesteś tylko stosem doktrynerskich gałganków, które zebrałeś na śmietnikach wszystkich stolic europejskich.
Gordon zaśmiał się głośno.