VII

Na ulicy Gordon zapomniał o całym tym zajściu. Poszedł szybko główną ulicą i wyszedł na drogę wiejską. Noc była tak jasna i Gordon słyszał skrzyp śniegu pod stopami. Myślał tylko o jasności nocy i o skrzypie śniegu. Nagle w niewielkiej odległości usłyszał dzwonki sanek, które się ku niemu zbliżały. Mimo woli skoczył przez rów i chciał iść potem na przełaj. Było zresztą bliżej tędy.

Ale już usłyszał wołanie: „Gordon! Gordon!”.

Drgnął. Był to głos Heli. Chciał iść dalej, namyślił się jednak i odwrócił.

— Chodźże tu, Gordon!

Zbliżył się do sanek.

— Aha... chciałeś wymknąć się ukradkiem, jak złodziej, ale postać twoja cię zdradza...

Gordon ukłonił się. Obok Heli ujrzał w saniach Polę.

— Byłyśmy u ciebie. Chciałyśmy sprawić ci niespodziankę... — Hela zaśmiała się nerwowo. — Widziałyśmy światło w twoich oknach i myślałyśmy, że się ukryłeś... Parobków pewnie wszystkich wysprzedałeś. Ani żywej duszy w całym dworze.

Gordon uśmiechnął się uprzejmie i przeczekał spokojnie nawałnicę słów.