— Dziwne, dziwne! — rzekł grzecznie.

— I jakże z twoją twarzą?

Gordon usłyszał złośliwy śmiech Poli.

— Nie nabrzmiała? Nie? No, to był tylko żart.

Znowu Pola zaśmiała się nienaturalnie.

— Nie! Uderzenie było za słabe. Jakżeby zresztą ta rączka, która dotychczas pieszczoty tylko tylu szczęśliwym...

Spostrzegł, że Hela nagle wywinęła batem, cofnął się szybko i ominął cięcie.

Adieu32! — rzekł i uchylił nisko kapelusza. Widział jeszcze tylko, jak sanie popędziły w dal w szalonym pędzie.

I Pola była w saniach. A więc wszystko składało się tak, jak sobie wyobrażał.

Czuł bezgraniczne znużenie. Rozpiął płaszcz i szedł, i szedł. Krótka droga z miasta do dworu zdała mu się nieskończenie długą.