Wreszcie zaszedł. W pokoju jego siedział jakiś człowiek.

Gordon bardzo się ucieszył.

— Skąd się tu bierzesz33, Botko?

Uścisnęli się serdecznie.

— Och, jak dobrze, żeś przyszedł.

— Pomyślałem sobie, że już wielki czas. Wracam wprost z Londynu. Ależ ty mieszkasz w tym wielkim domu jak pustelnik.

— Tak. Prócz mnie jest jeszcze stary Maciej z żoną. Oboje poszliby za mnie w ogień. Czczą mnie bardziej niż obraz święty.

— A więc ja — jestem tu jak kamień wrzucony w wodę.

— Najzupełniej. Dom jest pełen jam i skrytek. Dostaniesz pokój, w którym nikt cię nie odnajdzie. Zresztą oboje starzy dadzą się zarżnąć, a nie powiedzą ani słowa.

— Stara kobieta zdaje się bardzo dyskretną. Zachowywała się tak, jak gdyby mnie znała już od dziesięciu lat.