Nie chciałem być wcale dowcipnym. Przyjechałem, by odwiedzić mego przyjaciela Konrada wskutek usilnych jego zaproszeń... Konrad przeczuwał, że będę mu potrzebny, a ponieważ Konrada kocham, więc przy pierwszej lepszej sposobności zebrałem moje manatki i przyjechałem.
WANDA
bardzo wystraszona
Konrad lada chwila nadejdzie, ale tymczasem niech się pan rozgości w naszym domu, jak we własnym. A otóż właśnie nadchodzi.
Chwila milczenia, podczas której wchodzi na werandę Konrad i Hanka.
SCENA SZÓSTA
KONRAD
prawie przestraszony
Jezus! Maria! Skądżeś się tu wziął?