IX
Stanisławski jest inteligentny, ale bardziej sprytny, a jako malarz pozbawiony absolutnie wyobraźni, nie rozwija się i nie idzie dalej — i dalej poprowadzić nie może. On i jego uczniowie mogą tylko malować, ale nie mogą namalować obrazu. Nie mogą nic zrobić więcej nad szkic — studjum. Na tem się kończy wszystko — i kto ten punkt rozwoju przeszedł, nie powinien do takiej szkoły się pchać. Nie można tłumaczyć się tem, że ta szkoła jest tania. Można z głodu jeść tanie pomyje, ale nie wolno jest pić pomyj ducha, pomyj sztuki, dlatego, że tanie. Oddaj wszystko, co masz, za jeden diament myśli i wróć bosy, oberwany, ścigany przez wierzycieli, ale nie kupuj taniej wiedzy, tandetnego ducha, tandetnej rozkoszy dlatego, że tania. Trzeba być dumnym i nie zadowalniać się byle czem, ani w sztuce, ani w życiu.
X
Sztuka i nauka, jedna i druga, miały zawsze największych wrogów w szkołach. Oto co mówi Spencer:
„Had there been no teaching but such a goes on in our public schools, Eng. would now be what it was in feudal times”. 1
A nasze szkoły! Kapitalna rzecz ta książka Spencera. Jest to jeden z najprzyjemniejszych umysłów przez ścisłość, jasność, logiczność i objektywizm, z jakim bada i wykłada. Antyteza Ruskina. Jedno ich upodobnia: bezwzględna wiara, z jaką szukają prawdy. Bajeczna logika i mądrość Spencera. — Wszystko to, do czego, obserwując i badając szkołę, doszedłem, wszystko to są ścisłe, konsekwentne, nienaruszalne aksjomaty. Zdaje się jednak, że będę trochę w sprzeczności co do sztuki, o której właśnie zacząłem czytać. Jak jednak powoli rozumna myśl ogarnia ludzkość! Kiedy to napisane, przetłumaczone na mnóstwo języków i nic — nic. Głupota — to wielka siła!
XI
Dla młodego artysty fatalne są warunki życia zakopiańskiego, ten rozkładający ustrój stosunków między ludźmi, którzy po większej części są w stanie tymczasowym, ale jeżeli w sobie się nie wyrobi odporności i nie narzuci wymagań wyższych potrzeb swojego życia tym codziennym, beztreściwym stosunkom, to się wszędzie na nie trafi. Wszędzie są ludzie zwani przez Francuzów „la peste des ateliers”, dla których nie istnieje świadomość, że praca artysty jest poważną pracą, do której trzeba wprzęgać szczególniej doskonałe władze duszy. Trzeba od tego stanowczo się bronić i grzecznie, ale niemniej stanowczo, wyodrębniać swoje artystyczne życie z pod presji towarzyskości. Wszędzie znajdzie się tuzin panów, którzy, uczuwszy młodego, ale „zdolnego malarza”, będą przepędzali godziny w pracowni, nadymiając i napełniając ją echami życia, o których człowiek najbardziej się stara nie wiedzieć. Często człowiek szuka zewnątrz siebie przyczyny, dla której czuje się nie we właściwem miejscu, i myśli, że dopiero, jak będzie tam albo ówdzie, to zrobi to, co może, do czego jest zdolny. Pewno, miejsce i warunki życia dużo znaczą, ale istota rzeczy tkwi w nas samych, «bo i tu i tam, za morzem i wszędzie, gdzie tylko poszlę przed sobą myśl biedną, zawsze mi smutno — i wszędzie mi jedno — i wszędzie mi źle — i wiem, że źle będzie». Jak kogo opanuje taki stan, nic nie pomoże przenoszenie się z miejsca na miejsce, bo nigdzie nie może on oderwać się od siebie. Artysta zaś musi tu i tam swój zły czy dobry stan zamienić na sztukę. Źle ci tu, wymaluj, że ci jest źle, dobrze ci tam, wymaluj, że ci jest dobrze, a jeżeli jesteś w neutralnym stanie, maluj swój objektywny stosunek do świata zewnętrznego, będą się przy tem ostrzyć i hartować środki twej sztuki. Niezmordowana twórczość Chełmońskiego polegała właśnie na tem, że on na sztukę zamieniał wszystko, co było w nim i co było zewnątrz niego. Trzeba się w to wżyć, trzeba, żeby to był konieczny odruch każdego poruszenia duszy. Ideałem byłoby, żeby sztuka stawała się sama, jako czysta emanacja procesu psychicznego. Ale tak nie jest. Obraz tworzy dusza, i oko, i ręka — i trzeba je stopić w jedność. To się otrzymuje tylko przez ciągłe tworzenie, przez ciągłe łączenie dróg nerwowych.
XII
Każdy młody czeka fali życia; to czekanie fali, to gonienie za czemś, czego się nie przeżyło, jest to siła rzutu naprzód, która nieraz prowadzi do wielkich czynów. Nie trzeba tylko tego marnować przez zasypywanie pustki, która jest w duszy pragnącej życia, sieczką małych rzeczy, małych stosunków, małych interesów, małych namiętności.