XVI

W malowaniu dążyć do ogółu, do bezwzględnego skoncentrowania wzroku fizycznego i psychicznego na jednym punkcie, na jednem wrażeniu. Ale do tej idealnej syntezy dochodzi się przez wszechstronne opanowanie natury — tak żeby ją trzymać jak psa na smyczy, opanować ją można tylko przez bezwzględną z nią harmonję.

XVII

Obrazy komponują się późną jesienią na mroku albo wczesną wiosną; jest to czas rozterki w naturze i dziwnej roboty psychicznej w człowieku. Wieczór jesienny, kiedy to zorza ślepiąca pali się na niebie, a na ziemi czarno i liść zeschły szeleści pod nogą, — obrazy tłoczą się same.

XVIII

Twarz i ciało ludzkie, tylko wskutek ściślejszej zależności części kształtów jednych od drugich, przedstawia się jako trudniejszy motyw formy. Niech jednak kto spróbuje ściśle i logicznie wytłumaczyć się z kształtu dębu lub sosny, będzie miał prawie to samo; jedno tylko: jak zrobi się parę studjów z natury, trzeba zrobić głowę na pamięć, żeby uświadomić w niej to, co jest zasadniczą formą, jakby zestawieniem, na którem indywidualne rysy stanowią subtelniejsze odchylenia od zasadniczego kształtu. Wobec ludzkiej twarzy i postaci trzeba się zachować jak wobec pejzażu: układ plam barwnych pewnego kształtu. I wszystko. Kłaść cienie, światła, refleksy, tony barwne, jak je się kładzie na profilu Giewontu, lub lasu i jeziora. Tylko zawsze pilnując ścisłej zależności tonów od siebie i granic płaszczyzn, a kładąc ostatnią plamę na płótnie, ujrzy się głowę.

XIX

Trzeba poznawać sztukę. W Krakowie można widzieć doskonałe rzeczy w muzeum Czartoryskich, trzeba badać Matejkę w jego domu — wogóle nie zawieszać swojej teorji w próżni.

XX

Monachijskie muzeum, jako nauka o człowieku na wyższym poziomie cywilizacji, jest bezcenne. Potem, czytając historję, będzie się ją widziało, co nadaje szczególny interes temu, co się czyta. Böcklin to tak niewyczerpany bogacz środków, że jeżeli w stosunku do reszty sztuki wydawał się niedościgłym nawet dawniej, to mógł w «Spiel der Wellen» jeszcze tak się spotęgować, że dawniejsze rzeczy zostały daleko. Obrazy te tak pamiętam, że widzę każdy ton. W «Idylli z wężem» niebo było zawsze mniej kolorowe od morza, chociaż są w niebie tony różowe; morze, jako lokalny ton, jako wątek barwny, jest tam kolorowsze. A wąż!! to moja rozkosz — te zielone tony. Böcklin jest jednym z najdziwniejszych ludzi, jacy w sztuce byli.